niedziela, 13 marca 2016

Zlot w Dublinie



Tegoroczny zlot czarownic ;) odbył się na początku marca. 
Ponieważ przed wyjazdem zdziesiątkowały nas różne wypadki losowe i choroby, udało się na niego dotrzeć tylko 19 osobom – 2 z Irlandii, 1 z Niemiec, 1 ze Szwecji , 3 z Gdańska, 1 z Wrocławia i aż 11 z Warszawy i okolic. 



W dniu przyjazdu rano w Dublinie spadł śnieg – tylko kilka centymetrów, ale niestety wpłynęło to na wylot samolotów a następnego dnia na możliwość wycieczki w góry. Irlandczycy nie są przygotowani na opady śniegu (nie opłaca im się zakładać opon zimowych?), więc po prostu zamknęli drogi górskie. Górskie, to trochę za dużo powiedziane – najwyższa góra ma wysokość 925 m n.p.m.


Nocleg miałyśmy w hostelu Isaacs w samym centrum – lokalizacja i cena zrekompensowały pewne niewygody – małe pokoje z piętrowymi łóżkami i wspólne łazienki. Ale w końcu nie przyjechałyśmy, żeby siedzieć w hotelu :)






 Wieczór pierwszy zakończyłyśmy obowiązkową wizytą w pubie „The Celt”.


 
Dzień drugi to wycieczka „Wicklow Mountains Tour”, niestety dopiero w autokarze pan kierowca i przewodnik w jednym powiedział, że w góry nie da rady pojechać. W zamian zaproponował upust przy zwiedzaniu ogrodów Powerscourt. Dobre i to, a park rzeczywiście warty odwiedzenia, zwłaszcza, że na zieloną wyspę wiosna przyszła wcześniej niż u nas.


 



















Kolejny punkt wycieczki – 2 godziny w pięknej dolinie Glendalough. Podobno nazwa doliny po irlandzku „Gleann Dá Lochoznacza dolinę dwóch jezior – Upper i Lower Lake.


Zaopatrzone w mapki doliny udałyśmy się na spacer, zaczynając od zwiedzenia starego cmentarza przy ruinach osady. Szczęśliwie pogoda nam dopisywała, słońce świeciło, a wiatr nie był bardzo uciążliwy – udało nam się odwiedzić wszystkie punkty „photo stop”.
 


 


 


 







tak zwani lokalsi :)





Następny punkt – miejscowość Avoca, gdzie mieliśmy zjeść obiad w pubie Fitzgerald’s. Niestety znów była konieczna zmiana planów - w trakcie gdy tam jechaliśmy, zadzwoniła właścicielka z informacją, że właśnie odbywa się stypa i kierowca znów musiał coś naprędce wymyślić. Zatem pojechaliśmy do starej manufaktury tkackiej i po niedużym posiłku, zwiedziłyśmy gratisowo tkalnie.




 










CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz